Małgorzata Kuźbida: „To nasza wojna. Nikt nie wie, ilu Polaków w niej zginęło. Możemy liczyć tylko polskie flagi na ukraińskich cmentarzach”

Małgorzata Kuźbida: „To nasza wojna. Nikt nie wie, ilu Polaków w niej zginęło. Możemy liczyć tylko polskie flagi na ukraińskich cmentarzach”

Mało mówi się o nich, obywatelach Ukrainy polskiego pochodzenia, którzy walczą i giną w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Kim są Polacy, którzy czują się także Ukraińcami? I dlaczego w Polsce prawie się o nich nie wspomina? O złożonej podwójnej tożsamości, pamięci historycznej i odpowiedzialności opowiada dr Małgorzata Kuźbida dyrektorka Akademickiego Centrum Badań Europy Środkowej i Wschodniej, centrum UKEN w Krakowie w wywiadzie dla międzynarodowego magazynu internetowego dla kobiet Sestry.

Аutor: Jaryna Matwiiw

Z dwoma krajami w sercu

Jaryna Matwijiw: Małgorzato, od wielu lat regularnie odwiedza Pani Ukrainę i wspiera społeczności rdzennych Polaków z ukraińskim obywatelstwem, którzy tam mieszkają. Mówi Pani o nich, że to Ukraińcy, którzy czują się Polakami. Jak można rozumieć to sformułowanie?

Małgorzata Kuźbida: Historycznie Polacy przez stulecia żyli na ziemiach dzisiejszej Ukrainy. Były to nie tylko okolice Lwowa, Wołyń, Galicja czy Polesie, ale także wschód i południe Ukrainy (jak na przykład Charków czy Odesa). Nie wszystkich Polaków władza radziecka deportowała z Ukrainy na Syberię czy w głąb historycznej ojczyzny. Setki tysięcy ludzi pozostały na terenach Ukrainy, otrzymały paszporty obywateli Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a czasem nawet celowo zmieniały polskie nazwisko na ukraińskie, żeby zapewnić sobie pracę i bezpieczeństwo w radzieckim systemie totalitarnym.

Polskość tych ludzi przetrwała jedynie w pamięci rodu. Dzięki babciom i dziadkom w świadomych rodzinach „ukraińskich Polaków” pielęgnowano tradycje, język polski, kulturę, pieśni czy kolędy bożonarodzeniowe, czytano Mickiewicza i rozbrzmiewał Chopin. Nierzadko niemal jedynym ośrodkiem zachowania polskiej tożsamości dla ukraińskich Polaków w radzieckiej Ukrainie był Kościół rzymskokatolicki. Bo ci ukraińscy obywatele polskiego pochodzenia byli rzymskimi katolikami. Ale rozumiemy, że nie wszyscy rdzenni Polacy w Ukrainie byli wierzący i chodzili do kościoła.

W latach 90. zaczęły powstawać polskie organizacje w Ukrainie — ludzi trzeba było jakoś policzyć, zjednoczyć. Swoją polską narodowość zaczęli deklarować nawet ci, którzy w ogóle nie byli Polakami, ale chcieli robić na tym biznes. Trzeba więc było jakoś weryfikować i odsiać takie osoby. Wtedy powstały główne organizacje Polaków w Ukrainie — „Związek Polaków na Ukrainie” z biurem w Kijowie, obejmujący społeczności z Charkowa, Żytomierza i Chmielnickiego; dodatkowo w Charkowie utworzono jeszcze „Dom Polonii”, a także Federację Organizacji Polskich na Ukrainie Zachodniej z siedzibą we Lwowie.

Małgorzata Kuźbida w Domu Polonii w Charkowie, 2025 r.

W 2007 roku Polska przyjmuje na poziomie ustawodawczym „Kartę Polaka”. Jest to karta potwierdzająca przynależność do narodu polskiego. W Ukrainie ludzie szukali odpowiednich dokumentów, które potwierdzały polskość ich przodków i zostały utracone w czasach radzieckich, przeglądali archiwa rodzinne: jedni je mieli, inni nie (ze względu na represje stalinowskie). Wiele osób chciało je znaleźć, więc powstał „czarny rynek”, który drukował dokumenty umożliwiające ubieganie się o Kartę Polaka.

W latach 2007–2014 polskie organizacje w Ukrainie skupiały się na nauczaniu języka polskiego, kultury i kultywowaniu tradycji, aby przygotować dzieci, które chcą wyjechać do Polski, a także wzmocnić ich polską tożsamość. Nauczyciele ci mają obecnie 60–70 lat.

Trudności organizacji polonijnych polegały na tym, że nie wychowano młodych liderów tych organizacji. Rząd polski nie wspierał tych społeczności w Ukrainie i zostały one pozostawione na tak zwanym wolnym rynku samofinansowania. Do dziś państwo polskie nie ma jednolitego, scentralizowanego programu wsparcia Polaków na świecie.

Chociaż, według przybliżonych szacunków, poza granicami Polski na świecie mieszka około dziesięciu milionów Polaków

A ilu rdzennych Polaków mieszka w Ukrainie?

Nie wiemy, ilu rdzennych Polaków mieszka w Ukrainie, ponieważ listy są niekompletne, niedoskonałe. Są obywatele ukraińscy pochodzenia polskiego, którzy byli członkami polskich organizacji w Ukrainie i warunkowo zaliczamy ich do rdzennych Polaków mieszkających w Ukrainie.  Ale to bardzo uproszczona ocena. W rzeczywistości rdzennych Polaków w Ukrainie jest znacznie więcej. Jest jeszcze kategoria osób pochodzenia polskiego, które czują się Ukraińcami. A jest ich dziesiątki tysięcy.

Mieliśmy w Ukrainie krytycznie mało polskich szkół: jedną we wsi koło Mościsk, dwie we Lwowie i jedną w Gródku w obwodzie chmielnickim. Ani Ukraina, ani Polska nie wspierały tych szkół. A w 2019 roku stały się zwykłymi ukraińskimi szkołami z nauczaniem języka polskiego, ponieważ w Ukrainie wprowadzono ustawę o „jedynym języku państwowym”. Dziś co najmniej 80 tysięcy dzieci w Ukrainie uczy się języka polskiego.

Małgorzata Kuźbida (w czerwonym) w szkole w Charkowie, gdzie uczy się języka polskiego, 2025 r.

Ukraińscy rzymscko katolicy starszego pokolenia to w większości osoby polskiego pochodzenia i ludzie, którzy czują się Polakami. Ale ich wnuki, które mają dziś około 25 lat, mają już inną tożsamość — są Polakami z pochodzenia, obywatelami Ukrainy i czują się Ukraińcami.

Czyli w Ukrainie wyrosło pokolenie o podwójnej tożsamości? Są obywatele Ukrainy, ale czują się Polakami, a także tacy, którzy są rdzennymi Polakami, ale czują się Ukraińcami?

Właśnie tak. Widzę to, gdy analizujemy przyjazdy ukraińskich dzieci z polskimi korzeniami do Polski. Mam wiele takich przypadków wśród swoich studentów: tak zwani rdzenni Polacy z obywatelstwem Ukrainy przyjeżdżali do Polski, a potem wracali do Ukrainy, żeby tam żyć, zakładali tam polskie stowarzyszenia. A podczas wojny takie osoby o podwójnej tożsamości wróciły z Polski z powrotem do Ukrainy, żeby pomagać krajowi.

Mam znajomych Ukraińców z polskimi korzeniami, którzy przez długi czas mieszkali i pracowali w Polsce, robili w Polsce doktorat, ale wraz z początkiem wojny wrócili do Lwowa, bo to ich dom, do którego przywarli sercem. Zostali wolontariuszami i pomagają uchodźcom.

Znam chłopaka, który miał Kartę Polaka, ale wraz z wybuchem wojny zrozumiał, że nie może mieszkać w Polsce, ponieważ chce wrócić do Ukrainy, wstąpić do armii i bronić Ukrainy na froncie.

Miesiąc temu byłam na grobie brata mojego studenta, który walczył na Donbasie z polskim szewronem przy sercu. Chciał, aby pochowano go na Ukrainie pod polską flagą

I to jest odpowiedź na kampanię, którą rosyjskie boty rozegrały w polskich mediach społecznościowych, mówiąc: „to nie jest nasza wojna. W mediach społecznościowych publikujesz informacje o Polakach, którzy zginęli na wojnie w Ukrainie…

Tak, robię to regularnie. Pokazuję bohaterów — Polaków i Ukraińców o polskich korzeniach, którzy zginęli w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

Wojna ma swoją cenę. Niestety, politycy potrafią niszczyć to, co w tej wojnie jest najważniejsze. W zeszłym miesiącu w Gródku w obwodzie chmielnickim odwiedziłam groby poległych na wojnie ojców, braci, synów ludzi, których spotkałam na swojej drodze w Ukrainie jako nauczycielka. Jednym z takich bohaterów jest młody chłopak z rodziny o polskich korzeniach, który na froncie nosił na piersi polską flagę. Dzisiaj jego grób jest symbolem bólu i pytania o sens. 

Jeden z grobów w Ukrainie z polską flagą

Jak Polska traktuje Ukraińców o polskich korzeniach? Którzy mieli w sercu dwie ojczyzny — polityczną i duchową? 

Niestety mam wrażenie, że w Polsce nie wspomina się o tych ludziach, ponieważ nie jest to modne i nie przyniesie nowych głosów wyborców. A to tragiczne.

Stwierdzenie, że to nie jest nasza wojna, jest błędne. To jest nasza wojna z co najmniej trzech powodów

Pierwszy — czysto ludzki: dlaczego ludzie w Polsce otworzyli granice, swoje domy i serca? Ponieważ odczuwali ten sam strach i ból, co ludzie z Ukrainy. Nie cała Polska przybyła na granice, nie wszystkie domy otworzyły swoje drzwi, ale w większości ci, którzy znali Ukraińców i byli z nimi w jakiś sposób związani. Gdzieś z głębi historycznej pamięci wszystkie dobre stosunki sąsiedzkie i rodzinne ożyły na nowo.

Drugim powodem jest to, że wiele osób w Polsce dowiedziało się czegoś nowego o swoich ukraińskich korzeniach, że ich dziadkowie lub pradziadkowie byli Ukraińcami. Na przykład legendarna Anna Walentynowicz (dziennikarka, dysydentka, pisarka, współzałożycielka niezależnego związku zawodowego „Solidarność” – red.). Ponadto mamy wiele mieszanych ukraińsko-polskich par małżeńskich, które mają dzieci. To również ma znaczenie i wywiera wpływ.

Trzecią przyczyną jest to, że Ukraińcy i Polacy mają bardzo wiele wspólnego w swojej historii. Przede wszystkim pod względem geograficznym i politycznym. Nie wyobrażam sobie, aby Ukraina oddała swoją państwowość pod władzę Rosji, ponieważ oznaczałoby to osłabienie naszej polityki bezpieczeństwa.

Dzisiaj Ukraina poszukuje swojej tożsamości politycznej. Mam wrażenie, że dzisiejsza Ukraina jest jak Polska lat dwudziestych ubiegłego wieku, w okresie międzywojennym.

„Trudno jest dzielić serce, a jeszcze trudniej duszę” 

Jak czują się Ukraińcy o polskich korzeniach w Polsce? Nie są oni do końca uchodźcami, ponieważ przybyli do historycznej ojczyzny swoich pradziadków. Ale słyszą teżwynoś się z Polski.

Moi ukraińscy uczniowie z polskim sercem skarżą się, że w Polsce mówią im: „Nie jesteś do końca Polakiem”. A w Ukrainie — wręcz przeciwnie — „jesteś z Polaków”. Kim więc mają być? Jeśli mieszkają w Ukrainie, ale w domu zachowują polskie tradycje, obchodzą polskie święta, mówią po polsku, chodzą do kościoła, to te elementy polskiej tożsamości zostały im przekazane przez babcię i dziadka. Mężczyzna z Odesy o polskich korzeniach, który broni Ukrainy na froncie, poprosił mnie, aby jego dzieci mogły uczyć się w Polsce, aby odkrywały i poznawały swoją polską tożsamość. 

Przeprowadziłam własne badanie statystyczne: zapytałam sto nastolatków z Ukrainy, którzy mają polskie pochodzenie i obecnie przebywają w Polsce: „Gdyby nagle wybuchła wojna w Polsce, zostalibyście tutaj?”. Większość odpowiedziała, że wróciłaby do Ukrainy. Dziewięćdziesiąt procent ankietowanych nastolatków nie chce uzyskać polskiego obywatelstwa. Ponieważ te dzieci czują się już Ukraińcami i uważają Ukrainę za swoją ojczyznę.

To wielka wartość, gdy ukraińskie dzieci o podwójnej tożsamości przyjeżdżają do Polski, mówią po polsku w szkołach, a w domu z rodzicami – po ukraińsku. Polska przez wieki była wieloetniczna i wielokulturowa

A ta tak zwana „Polska dla Polaków” to projekt PRL (Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej). Eksperyment Stalina. To nienaturalny stan polskiego społeczeństwa, kiedy ludzie są między sobą wrogo nastawieni.

Ale widzę też po moich studentach, że młodzież z Ukrainy grupuje się ze swoimi, a młodzież polska — ze swoimi. To smutny owoc rosyjskiej propagandy i pracy niektórych polskich polityków.

Mieszane rodziny, bliskie więzi kulturowe między Ukrainą a Polską – to jest nasza naturalna sytuacja i uważam, że dopóki w Polsce i na Ukrainie nie nastąpi zmiana elit, będziemy nadal ofiarami rosyjskiej propagandy. Czeka nas wielkie wyzwanie – zarówno Ukrainę, jak i Polskę – jak sobie z tym poradzimy. Bo jeśli nie damy rady, to przede wszystkim na rękę Rosji.

Ukraińcy o polskich korzeniach walczą na froncie. To znaczy nie tylko polscy ochotnicy, którzy przyjechali z Polski, ale także obywatele Ukrainy, którzy mają polskie korzenie. Mogli wyjechać do Polski, ale zostali na Ukrainie…

To jest dla mnie poruszające. Bo polska opinia publiczna nawet nie jest o tym poinformowana. Na szczęście jest Alina Czirkiwa, dyrektorka Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku, która organizuje wystawy i upamiętnia wszystkich Polaków, którzy zginęli w Ukrainie wskutek rosyjskiej agresji. Wystawy noszą tytuł: „Byłem Polakiem, obywatelem Ukrainy”.

Wystawa „Byłem Polakiem, obywatelem Ukrainy”, Warszawa 2025. Zdjęcie: Sebastian Indra / MSZ

Poruszyła mnie historia poległego żołnierza Andrija Wytwyckiego o pseudonimie „Spiker”. Andrij miał polskie korzenie, przez wiele lat był ministrantem w rzymskokatolickim kościele w Iwano-Frankiwsku, uczył się w rzymskokatolickim seminarium w Brzuchowicach i chciał zostać księdzem. Ale po inwazji postanowił bronić Ukrainy na froncie. Czuł się jednocześnie Polakiem i Ukraińcem i mówił: „Trudno dzielić serce, a jeszcze trudniej dzielić duszę”.

Te tragiczne znaki widzimy na ukraińskich cmentarzach, kiedy ktoś z rodziny umieszcza polską flagę na grobie ukraińskiego żołnierza, który zginął za Ukrainę, ale w sercu nosił również Polskę.

Uderzyła mnie postawa polskiego konsula w Ukrainie, kiedy matka poległego bohatera poprosiła konsula o umieszczenie flagi Polski na grobie, ponieważ jej syn czuł się zarówno Polakiem, ale konsul zignorował tę prośbę.

Syn tej kobiety studiował w Polsce, był rodowitym Polakiem, mógł pozostać w Polsce, ale wrócił do Ukrainy, aby bronić ukraińskiej ziemi.

I wtedy kupuję w Polsce flagę polską i wysyłam ją do Ukrainy tej mamie, aby mogła ją umieścić na grobie syna…

A gdzie są wojskowe honory od Polski, gdzie są sztandary polskiego honoru dla takich żołnierzy? Gdzie jest praca placówki konsularnej, by oddać cześć temu żołnierzowi? I prywatnie kupuję kilka polskich flag i wysyłam je do Ukrainy ze słowami: „Daj Boże, żeby nie były potrzebne, ale jeśli trzeba będzie postawić je na grobie, to żebyście je mieli”.

Bo historia powinna być dla nas przestrogą: jeśli będziemy powtarzać błędy naszych przodków, to cały czas będziemy psuć fundament naszego wspólnego bezpieczeństwa. I chcę pokazać w Polsce tę część naszej rzeczywistości, która nie jest modna. Moich studentów, szczególnie tych, którzy wrócili do Ukrainy, bo to właśnie oni tworzą tam polskie wspólnoty i promują polską kulturę. Oni tworzą, odżywiają kraj tym, co noszą w sobie.

Bo ukraińscy żołnierze z polskimi korzeniami oddali swoje życie za ukraińską ziemię, ludzką godność i demokrację całego wolnego świata. Także polskiego. Tego nauczyła ich rodzina. I ja wybieram ich upamiętnienie, a nie język nienawiści.

Zdjęcia z prywatnego archiwum

д-р Малгожата Кузьбіда

Викладачка академічна, громадська діячка, організаторка наукових та дидактичних заходів, засновниця і координаторка «Проєкт “Учень”», директорка Академічного центру досліджень Центральної та Східної Європи UKEN (Університет Комісії Едукації Народової) у Кракові