„Nasza córka od urodzenia nie widziała swojego taty”Historia żony jeńca wojennego Oleha Lobova, Anny
Historia żony jeńca wojennego Olega Łobowa, Anny.
Opowiedz, proszę, trochę o sobie. Kim jesteś, gdzie teraz mieszkasz, kim są członkowie twojej rodziny?
Nazywam się Anna Lobova i jestem żoną jeńca wojennego Oleha Lobova, ciężko rannego podczas wybuchu w Ołeniwce. Razem z córką wyjechałyśmy z okupacji w 2022 roku i teraz mieszkamy w Ukrainie.

Kim jest dla ciebie twój obrońca?
To mój mąż.

Jaki on był przed wojną?
Mój mąż, moja najbliższa osoba. Właściwie umiem opowiadać o nim tylko jako o osobie cywilnej, bo nie znam go jako wojskowego. Jego służba pozostawała poza naszym życiem rodzinnym. Mimo wielu przeciwności losu, jest pozytywny, troskliwy i odpowiedzialny.
Co lubił, czym żył, o czym marzył Oleh?
Nie mogę opowiedzieć o jego największym marzeniu, bo to byłoby trochę nie w porządku wobec niego. Ale wierzę, że na pewno spełnimy je razem.
Jak się znalazł na wojnie?
W momencie pełnoskalowej inwazji Oleh był czynnym wojskowym, dlatego, zgodnie z rozkazem swojego dowództwa, zostali przeniesieni do Mariupola.
Czy podjął tę dezyzję z własnej woli?
Tak, z własnej.
Czy pamiętasz ostatnią waszą rozmowę przed tym, jak on pojechał na front?
W ostatnch dniach przed pełnoskalową inwazją mało rozmawialiśmy. W tamtym momencie dopiero co urodzilo się nasze dziecko i większość rozmów dotyczyła małej.
Co najmocniej zapametałaś?
Zachowanie Oleha. Dopiero teraz rozumiem, jak było mu ciężko. Rozumiejąc wszystko, co się działo, starał się, żebym ja się nie martwiła. Próbował, choć na jakiś czas, zachować nasz spokój.
Jak się dowiedziałaś, że twój ukochany znalazł się w niewoli? Co to był za dzień, jakie były pierwsze słowa czy wiadomości?
Od momentu pełnoskalowego ataku cała moja uwaga była przykuta do wydarzeń w Mariupolu. Rozumiałam, że sytuacja jest patowa i jedynym wyjściem mogą być jakieś szczególne negocjacje i ustalenia. I tak właśnie się stało 16 maja 2022 roku. W wiadomościach zaczęli pokazywać, że ogień na Azowstali ucichł i niby trwają jakieś negocjacje. Wieczorem, po wideo od Denysa Prokopenki (dowódcy Azowa w Mariupolu – przyp. tłum.), w grupie napisali, że chłopcy wychodzą do szarej strefy. Na początku wychodzą ciężko ranni, niedługo wszyscy się spotkają i jak tylko wszyscy będą na miejscu, to zadzwonią do domu. Nie wiedzieliśmy, dokąd ich wiozą. To były jedyne informacje, a dalej czekaliśmy na wiadomości, co powie prezydent. Ale on długo milczał, za to komentarze dawała Hanna Maliar (ówczesna wiceminister obrony – przyp. tłum.)

Skąd dowiedziałaś się, jak Oleh przeżył wydarzenia związane z wybuchem w Ołeniwce?
Z rosyjskich wiadomości. Rano tam powiedzieli, że w Ołeniwce był wybuch. Później już zaczęli pokazywać wideo ze skutkami. Następnej nocy opublikowali listy zabitych i rannych. Mój mąż był na obydwu listach.
Jaką informację co do męża miałaś w pierwszych tygodniach niewoli? Kto ją przekazywał: towarzysze broni, państwo, organizacje międzynarodowe, wolontariusze?
Żadnej. W nocy z 16 na 17 maja 2022 otrzymałam sms z nieznanego numeru, z tekstem o osobistym charakterze. Zrozumiałam, że to napisał Oleh. Po 20 maja dzwoniłam na gorącą linię Gwardii Narodowej Ukrainy, żeby zapytać, czy mój mąż wyszedł do niewoli. Już nie pamiętam dokładnie, kiedy mi odpowiedzieli i potwierdzili, że on wyszedł z Azowstali.

Czy twoja wiedza na temat jego stanu jakoś się zmieniła przez ten czas? Co wiesz dzisiaj?
17 sierpnia 2022 roku na kanale jednego z ukraińskich blogerów było wideo ze szpitala w Doniecku, na kórym zobaczyłam swojego męża i właśnie w ten sposób dowiedziałam się, że on przeżył po tym, co się stało w Ołeniwce. Od ludzi, którzy zostali zwolnieni w wymianach jeńców dowiedziałam się, że on był w szpitalu prawie pół roku, a dalej zawieźli ich do kolonii karnej. Gdzie obecnie przebywa mój mąż, nie wiem. O poranieniu wiem tylko tyle, co widać na wideo. Rana głowy, odłamki w całym ciele, coś z ręką.
Jak przeżyłaś dzień, kiedy dowiedziałaś się o masowej egzekucji w Ołeniwce? Co było najtrudniejsze w tych godzinach i dniach?
Wypadłam z życia i ten stan trwa do teraz. Bo żadne gwarancje, które były obiecane na początku niewoli, nie zadziałały, jak i termin niewoli.

Jakie pytanie pozostają dla ciebie wciąż bez odpowiedzi? Co najbardziej boli w tej niewiedzy?
Dlaczego wszystkich rannych nie zabrali do Ukrainy, kiedy była taka możliwość, a konkretnie 21 wrześnie 2022 roku, kiedy była wymiana na Medwedczuka. Dlaczego nasz kraj, mając taką możliwość, nie zabrał wszystkich, którzy przeżyli po wysadzeniu baraku w Ołeniwce?
Jak z czasem zmienił się twój stosunek do słowa „niewola”? Co ono oznacza dla ciebie teraz?
Niewola to niewiedza, nie ma rozmów, listów. Latami żyjesz i nie możesz pomóc swojej ukochanej osobie.
Od czego dla ciebie się zaczęła walka za ukochanego? Jakie były pierwsze kroki: telefony, listy, apele?
Na początku brałam udział w ogólnych spotkaniach. Słuchałam uważnie wszystkich bzdur, które opowiadali przedstawiciele Sztabu Koordynacyjnego do spraw jeńców wojennych. Dlaczego bzdur? Bo już rok później mówili rzeczy, które były dokładnym przeciweństwem tego, co wcześniej. Do psychologów im daleko, ale ich rola jest podobna. Po tym, jak 5 stycznia 2023 roku zamknęli misję monitorującą ONZ, która miała pojechać do Ołeniwki, napisałam wniosek do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Ukrainy z prośbą o spotkanie z rodzinami rannych jeńców wojennych. Odmówiono mi, powołując się na zapełniony grafik pana Lubinca. Po nieprzyjemnej rozmowie, jednak wyznaczyli nam spotkanie, ale z zastępcą. Właśnie tak zaczynał się szlak naszej walki, który potem przeszedł w organizację społeczną „Wspólnota Ołeniwki”.

Jakie kroki podejmujesz teraz, aby poznać prawdę, doprowadzić do uwolnienia, ruszyć sprawę z miejsca?
Teraz doskonale rozumiem, że naszych bliskich wprowadzono w błąd, aby bez problemów opuścili teren kombinatu. Razem z innymi żonami zaczęłyśmy szukać odpowiedzi na pytania, kto wyprowadził naszych bliskich do niewoli, kto przeprowadzał negocjacje i dlaczego mariupolski garnizon nadal jest w niewoli. Częściowo udało nam się znaleźć pewne informacje. Niestety nie ma możliwości dalszej komunikacji ze wszystkimi uczestnikami tamtych wydarzeń, dlatego nie możemy otrzymać odpowiedzi.
Biorąc pod uwagę szczególnie trudną sytuację z wymianą tych, którzy wyszli do niewoli z Azowstali, nasza organizacja zaproponowała stworzenie osobnej grupy negocjacyjnej w celu uratowania jeńców z Mariupola. Odmówiono nam bez podania przyczyny. Pół roku później zaczęłyśmy wychodzić na akcje protestu. Bo wymiany się odbywają, ale ci, którym obiecano wymianę w pierwszej kolejności, siedzą latami w niewoli. W kwietniu 2025 roku zrobiłyśmy protest głodowy.
Jak i kiedy dołączyłaś do Wspólnoty Ołeniwki? Jakie były początki?
To wyszło tak, że zostałam inicjatorką jej utworzenia, chociaż na początku jako zespołu roboczego. Punktem startowym stało się rozwiązanie misji monitorującej ONZ i cisza wewnątrz kraju.
Co dokładnie daje ci ta Wspólnota: informacje, wsparcie, wspólne działania?
Wspólne działanie dla osiągnięcia celu.
Z jakimi strukturami państwowymi próbowałaś się komunikować? Jakie odpowiedzi i reakcje otrzymywałaś, jeśli w ogóle?
Gwardia Narodowa Ukrainy, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, Sztab Koordynacyjny do spraw jeńców wojennych, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i inni. Najczęściej w odpowiedzi przychodzą standardowe formułki.
Czy miałaś doświadczenie zwracania się do organizacji międzynarodowych (Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, organizacje broniące praw człowieka, ONZ itp.)? Czego od nich oczekiwałaś i co otrzymałaś w praktyce?
Doświadczenia mam, negatywne. Oni są calkowicie bezczynni, kiedyś przyjdzie czas na ich rozwiązanie.
Jak przez ten czas zmieniła się twoja relacja z państwem? Co daje poczucie wsparcia, a co – poczucie porzucenia?
To bardziej emocjonalne pytanie. Jak myślisz: mój mąż jest czwarty rok w niewoli, zamiast obiecanych czterech miesięcy, a do tego przeżył wybuch w Ołeniwce. Jakie mogłabym mieć odczucia?
Jak wojna i niewola ukochanego zmieniły twoje życie codzienne: pracę, dom, plany, relacje z bliskimi?
To nie jest życie, to wegetacja.
Co pomaga ci się trzymać przez te wszystkie lata: ludzie, wiara, rytuały, wolontariat, aktywizm?
To jemu porzebna jest pomoc. Oprócz mnie, niestety, nie ma kto tego robić. Więc czy mogłabym zanurzyć się we własnych emocjach i martwić się o siebie?
Czy masz jakieś własne maleńkie rytuały pamięci i wsparcia: listy, dziennik, zdjęcia, coś, co robisz specjalnie dla niego?
Nie.
Jakie słowa ze strony otoczenia ci pomagają, a jakie, wręcz przeciwnie, ranią najbardziej?
Nie lubię współczucia, a ludzie, którzy sami nie są w takiej sytuacji, najczęściej współczują, bo to jest naprawdę trudne. Proszę sobie wyobrazić, chociażby przez jedną dobę nie wiedzieć, co z waszą rodziną. A my z tym żyjemy już czwarty rok.
Czego, twoim zdaniem, brakuje w publicznej rozmowie na temat niewoli i Ołeniwki?
Już dużo zostało powiedziane i zrobione. Mało uwagi poświęca się temu, że ci, którzy przeżyli, nadal są w niewoli. Nawet z publicznej listy, którą udostępniła sama strona rosyjska, więcej niż połowa nadal jest w niewoli.
O czym jeszcze nie mówimy na głos, a powinniśmy?
Nie wiem, nie mam odpowiedzi na to pytanie.
Jaka jest jedna rzecz, którą chciałabyś, żeby ludzie w Ukrainie zrozumieli na temat jeńców wojennych i ich rodzin?
Nie chcę niczego narzucać ludziom, To można zrozumieć i odczuć, kiedy jesteś w tej sytuacji. Wyobrazić sobie, a żyć z tym, to są dwie rózne rzeczy. Dlatego też nie ma zrozumienia.
Jeśliby mówić szczerze i bez cenzury, to co chciałabyś powiedzieć ukraińskim władzom w związku z niewolą twojego ukochanego i tragedią w Ołeniwce?
Poprosiłabym, żeby uczynili mozliwym pierwsze spotkanie naszej córki z Olehem, wyciągnęli Marii tatę z niewoli. Nasza córka od urodzenia nie widziała swojego taty, Gdyby niewola trwała 4 miesiące, to Maria spędziłaby swoje pierwsze urodziny z tatą. A już minął czwarty rok i Oleh wciąż jest w niewoli.
A co chciałabyś powiedzieć partnerom zagranicznym, którzy mówią o pomocy Ukrainie, ale, jak się wydaje, rzadko wspominają o pojmanych?
Możliwe, że nie śledzę wiadomości zbyt dokładnie, ale nie widzę w przestrzeni publicznej, żeby zagraniczni partnerzy wzywali do uwolnienia wszystkich jeńców.
Jak widzisz sprawiediwość w tej historii?
Ja dla siebie znam prawdę, ale od tego nie jest lżej, to na pewno. Teraz najważniejsze jest, by wyciągnąć ludzi z niewoli. To jest niewyobrażalne, żyć tak latami, za kratami, we współczesnym świecie.
Co powiedziałabyś innym rodzinom uwięzionych, które jeszcze się wahają, czy mówić publicznie o swoich historiach, czy pozostać cicho?
Mówić czy milczeć, to jest indywidualny wybór każdej osoby. Tutaj nie da się czegoś doradzić, każdy musi sam podjąć decyzję. W przypadku części jeńców z Azowstali rozgłos zadziałał, dla większości faktycznie zadziałał on na początku.
Autorka: Oleksandra Mazur, „Wspólnota Ołeniwki”
Tłumaczka: Iga Janik
Zdjęcia: Archiwum Anny Lobovej