Manipulacja pamięcią narodową podczas alternatywnych Marszów Pamięci ofiar tragedii wołyńskiej
W Polsce oficjalne obchody upamiętniające ofiary tragedii wołyńskiej, organizowane przez Instytut Pamięci Narodowej, odbywają się 11 lipca. Jednak w tym roku radykalne, antyukraińsko nastawione siły w Polsce zorganizowały własne, alternatywne Marsze Pamięci, poświęcone polskim ofiarom ukraińskiego ludobójstwa. Wydarzenia te miały miejsce w Warszawie i Krakowie w dniach 4–5 oraz 12 lipca 2026 roku, czyli celowo przed lub po oficjalnych uroczystościach. Wzięły w nich udział osoby skazane prawomocnymi wyrokami polskich sądów za podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym. Organizatorzy zaangażowali ich celowo, aby podgrzać atmosferę i zaognić relacje między oboma narodami w czasie rocznicowych obchodów.
Wydarzenia zorganizowane przez radykalne polskie organizacje i siły polityczne w Warszawie i Krakowie spotkały się z silnym wsparciem informacyjnym ze strony prorosyjskich polityków oraz dziennikarzy i były przepełnione antyukraińską retoryką.

Warszawski Marsz Pamięci
Warszawski Marsz Pamięci odbył się 4 lipca 2026 roku. Wydarzenie zostało zorganizowane przez dwie radykalne polskie organizacje: „Wołyń Pamiętamy” oraz „Zawsze Wierni – Tobie, Polsko”. Głównym narzędziem działania organizacji „Wołyń Pamiętamy” jest skrajna radykalizacja tematu tragedii wołyńskiej. Aktywiści tego zrzeszenia wykorzystują własne hasła do podsycania współczesnej nienawiści na tle narodowościowym. Sprzeciwiają się oni: pomocy dla Ukrainy, obecności ukraińskich uchodźców w Polsce (nazywając to „ukrainizacją Polski”) oraz jakiemukolwiek wspieraniu Ukraińców. Organizacja jest ściśle powiązana z partią „Konfederacja Korony Polskiej” oraz polskim tygodnikiem „Myśl Polska”, znanymi ze swoich antyukraińskich, radykalnych wypowiedzi i oświadczeń, które wpisują się w narrację Kremla.

Liderką organizacji „Wołyń Pamiętamy” jest Katarzyna Sokołowska, uznana przez polski sąd za winną podżegania do nienawiści narodowościowej między Ukraińcami a Polakami. Systematycznie organizuje ona różnego rodzaju akcje o charakterze antyukraińskim. Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji wpisało K. Sokołowską na listę osób propagujących narracje „współbrzmiące z rosyjską propagandą”. Według danych polskiego śledztwa dziennikarskiego portalu FrontStory, w dniach, gdy świat dowiedział się o masakrze w Buczy, konta K. Sokołowskiej generowały 65% całego ruchu na polskim X (dawniej Twitter) wokół tematu „Wołyń”. Skutecznie odwracało to uwagę od bieżących zbrodni wojennych Rosji, co nie wydaje się przypadkowe.

Zapowiedzi wspomnianego marszu były rozpowszechniane przez szereg antyukraińskich kanałów informacyjnych, mediów i sił politycznych, w tym przez antyukraińską partię polityczną „Konfederacja Korony Polskiej”. Rosyjskim śladem w działalności tej organizacji byli jej członkowie. W szczególności, do 2021 roku w radzie nadzorczej zasiadał Marcin Żółkowski, który swego czasu popierał odłączenie Donbasu od Ukrainy, będąc jednocześnie aktywnym członkiem stowarzyszenia „Braterstwo Polsko-Rosyjskie”.
Partnerem medialnym wydarzenia został tygodnik internetowy „Myśl Polska” – pismo o profilu narodowo-demokratycznym, odwołujące się do tzw. realizmu geopolitycznego. Publikacja kładzie główny nacisk na polski interes narodowy, dlatego na jej łamach autorzy krytykują liberalną politykę UE oraz globalizację. Tygodnik prezentuje sceptyczny stosunek do bezwarunkowego wspierania Ukrainy w czasie wojny, poświęcając wiele uwagi sporom polsko-ukraińskim oraz tematyce dawnych polskich Kresów Wschodnich.

Redaktorem naczelnym tygodnika jest obecnie Jan Engelgard, którego działalność dziennikarska ma systematyczny antyukraiński i prorosyjski charakter, o czym wielokrotnie informowały polskie media. W 2025 roku J. Engelgard znajdował się na oficjalnej liście osób rozpowszechniających kremlowską propagandę w Polsce.

Przykładowo, jednym z głośnych skandali związanych z Janem Engelgardem była próba legalizacji i popularyzacji w Polsce idei rosyjskiego neofaszysty i geopolityka Aleksandra Dugina. Tygodnik „Myśl Polska” był oficjalnym wydawcą książki A. Dugina „Manifest Wielkiego Przebudzenia”. Tłumaczem tej książki został Mateusz Piskorski – były lider prorosyjskiej partii „Zmiana”, oskarżany w Polsce o szpiegostwo na rzecz Rosji.
Prowokacyjna retoryka i emocjonalne narracje warszawskiego Marszu Pamięci
Podczas warszawskiego Marszu Pamięci padały głośne hasła o otwarcie antyukraińskim charakterze, przeplatane prorosyjskimi narracjami i szowinistycznymi akcentami. Ich celem było pogłębienie konfliktu polsko-ukraińskiego oraz podsycanie nienawiści narodowościowej. W szczególności Katarzyna Sokołowska wygłosiła separatystyczną i szowinistyczną tezę: „Ukraińcy nazywają nas, Polaków, okupantami i często mówią, że Lwów to ich miasto. A to nieprawda”. Co najmniej dziwnie brzmią takie deklaracje podczas upamiętnienia ofiar tragedii wołyńskiej. Tezą tą aktywnie manipuluje zresztą Kreml.
Podobne narracje, współbrzmiące z rosyjską propagandą, wygłosił były pracownik Kancelarii Prezydenta RP, politolog Leszek Sykulski. Często odwiedzał on Rosję, gdzie występował publicznie, z tego powodu polskie służby specjalne określają go mianem prorosyjskiego sympatyka. W swoim przemówieniu podkreślił, że Ukraina nie jest partnerem dla Polski, oraz ostro skrytykował politykę zagraniczną kraju. Stwierdził, że pasywność polskich władz ośmieliła Kijów, co doprowadziło do powstania „państwowego kultu Ukrainy”.

Dziennikarz tygodnika „Myśl Polska” Łukasz Jastrzębski oparł swoje wystąpienie na paraleli historycznej. Wspominając o zamordowanych na Wołyniu kobietach i dzieciach, nie omieszkał nawiązać do współczesnej Ukrainy i rzekomego zagrożenia „banderyzmem”. Dodał również, że Ukraińcy często nazywają Polaków rosyjskimi trollami i agentami Putina. Szczególnie uderzające w wystąpieniu zawodowego dziennikarza było to, że swojego przemówienia nie wygłaszał z pamięci, lecz czytał z kartki, co sugeruje, że realizował narzucony scenariusz. Dokładnie ta sama teza padła następnego dnia w Krakowie z ust posła partii „Konfederacja Korony Polskiej”.

Ciekawym spostrzeżeniem jest fakt, że całemu Marszowi Pamięci towarzyszyli mężczyźni o sportowej sylwetce. Na pierwszy rzut oka przypominali oni funkcjonariuszy służb porządkowych zabezpieczających wydarzenie. Jak się jednak później okazało, byli to ludzie specjalnie wynajęci przez K. Sokołowską do pilnowania porządku podczas pochodu. Odnotowano kilka sytuacji, w których młodzi mężczyźni wyposażeni w słuchawki douszne instruowali K. Sokołowską co do ram czasowych wystąpień, w efekcie czego przerwała ona wypowiedź prelegentki i wydała uczestnikom marszu rozkaz do wymarszu. W innym przypadku owi postawni mężczyźni schowali kartkę z przemówieniem Łukasza Jastrzębskiego do osobnego folderu, co potwierdza przypuszczenia o skrupulatnie zaplanowanych i wyreżyserowanych oświadczeniach prelegentów.

Warszawski Marsz Pamięci zwracał uwagę również tym, że organizatorzy nie ograniczyli się jedynie do upamiętnienia ofiar tragedii. Ich celem było także zagranie na najniższych instynktach i wywołanie skrajnych, bolesnych emocji opinii publicznej poprzez rekonstrukcję krwawych obrazów ofiar za pomocą performansów i drastycznych wizualizacji.

Krakowski Marsz Pamięci i radykalna retoryka
Krakowski Marsz Pamięci odbył się 5 lipca 2026 roku. Organizatorami „Małopolskiego Marszu Wołyńskiego” były: antyukraińska partia polityczna „Konfederacja Korony Polskiej”, stowarzyszenie „Kamracka Wataha Krakowskiej Wadery” oraz ruch społeczny „Kamraci-Rodacy”, stanowiący krakowski oddział struktury sformowanej wokół prawicowych radykałów: Wojciecha Olszańskiego i Marcina Osadowskiego. Środowisko to znane jest ze swojej nacjonalistycznej i antyukraińskiej retoryki, krytyki polskiego wsparcia dla Ukrainy, udziału w ulicznych akcjach i marszach, a także ze ścisłej współpracy z otoczeniem politycznym radykalnej partii „Konfederacja Korony Polskiej”. Lider tego ugrupowania, eurodeputowany Grzegorz Braun, znany jest z jawnie prorosyjskiej i antyukraińskiej działalności oraz sympatii wobec Rosji. Podczas jednego z wydarzeń Grzegorz Braun publicznie spalił ukraińską flagę.

Wiadomo, że w 2018 roku G. Braun podczas wizyty w Rosji spotkał się z Leonidem Swiridowem – dziennikarzem agencji „Rossija Siegodnia” (Sputnik), którego polski kontrwywiad deportował z Polski i uznał za personę non grata z powodu podejrzeń o szpiegostwo na rzecz Kremla. Pod koniec 2023 roku Grzegorz Braun oraz inni posłowie jego partii skierowali oficjalny list do ministra spraw zagranicznych FR Siergieja Ławrowa, wzywając do „normalizacji i deeskalacji” stosunków polsko-rosyjskich.
Retoryka tego wydarzenia miała nie tylko antyukraiński charakter, ale była również znacznie bardziej radykalna w porównaniu z marszem warszawskim. Prelegenci byli wielokrotnie pociągani przez polskie organy ścigania do odpowiedzialności karnej za podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym. Wśród nich znalazł się były duchowny i znany aktywista społeczny Jacek Międlar. To eks-ksiądz, założyciel portalu informacyjnego wPrawo.pl, który pozycjonuje się jako „niezależny dziennikarz”, publicysta i dokumentalista, jednak jego działalność skupia się na propagandzie i radykalizacji tematów historycznych. W 2022 roku sąd we Wrocławiu skazał J. Międlara na karę prac społecznych za podżeganie do nienawiści narodowościowej oraz znieważanie Żydów i Ukraińców podczas jego wystąpień na Marszach Niepodległości.
W 2024 roku J. Międlar został skazany na karę ograniczenia wolności oraz grzywnę za długotrwałą kampanię medialnego nękania i kierowania gróźb pod adresem polskich obrońców praw człowieka. Polskie służby specjalne wielokrotnie przeprowadzały przeszukania w mieszkaniu J. Międlara we Wrocławiu, zabezpieczając komputery i nośniki danych w ramach śledztw dotyczących nawoływania do przemocy na tle narodowościowym. Aktywista od 2019 roku przeprowadził dziewięćdziesiąt wywiadów ze świadkami wydarzeń na Wołyniu. Rozmowy te stały się podstawą jego filmu „Sąsiedzi – ostatni świadkowie ukraińskich mordów na Polakach”, który pojawił się na jednej z największych platform streamingowych na świecie – Amazon – w jedenastu wersjach językowych.

Jacek Międlar podczas swojego wystąpienia posłużył się manipulacyjną, antyukraińską retoryką, stwierdzając: „Jesteśmy tutaj po to, aby mówić ustami tych Polaków, którzy zostali zamordowani przez swoich ukraińskich sąsiadów. Jesteśmy tutaj po to, aby mówić o tym, czym może skończyć się polsko-ukraińskie sąsiedztwo. Oni, ci pomordowani, pragną debanderyzacji Polski. Kilka lat temu mieliśmy możliwość przeprowadzenia ekshumacji na terenie Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ukraińcy zabraniają nam ekshumacji. Ukraina nie jest krajem zbudowanym na heroizmie, lecz krajem zbudowanym na kolaboracji z niemieckim imperium, która przyniosła zgubę Polakom”.
Jego antyukraińska retoryka ma charakter otwarcie szowinistyczny i prorosyjski. Wykorzystanie zakorzenionego w przeszłości obrazu „krwawych morderców, ukraińskich sąsiadów” i nakładanie go na współczesność ma na celu uderzenie w przyjazne relacje polsko-ukraińskie. Medialne hasło „debanderyzacja Polski” stanowi manipulację pamięcią o ofiarach wydarzeń wołyńskich z 1943 roku. Jednak najważniejszą manipulacją byłego duchownego jest posługiwanie się określeniem terytorialnym „Małopolska Wschodnia” lub „Kresy Wschodnie” – terminami, którymi Polacy nazywali tereny dzisiejszych obwodów lwowskiego, iwano-frankiwskiego i tarnopolskiego. Świadczy to o akcentach rewizjonistycznych i wpisuje się w prorosyjską narrację.

Ciekawą koincydencją, współbrzmiącą z wystąpieniem dziennikarza Łukasza Jastrzębskiego podczas warszawskiego Marszu Pamięci, było przemówienie posła na Sejm RP z ramienia Konfederacji, Romana Fritza. Użył on analogicznej tezy, przypominając, że inicjatywa ich partii „Stop ukrainizacji Polski” z 2022 roku spotkała się z krytyką i potępieniem, a członkowie ugrupowania zostali okrzyknięti przez władze agentami Kremla. Skrytykował on również tych polskich polityków, którzy swego czasu podczas uroczystości oficjalnych używali hasła „Sława Ukrajini”, wymieniając w tym kontekście M. Morawieckiego, A. Dudę oraz J. Kaczyńskiego.
Wywołał skrajne emocje jeden z najbardziej radykalnych działaczy skrajnej prawicy, założyciel i ideolog ekstremistycznego ruchu „Kamraci-Rodacy” Wojciech Olszański. Z powodu swojej działalności W. Olszański jest stałym bohaterem postępowań karnych, a w latach 2022–2023 odbywał wyroki pozbawienia wolności. Sąd postawił mu ponad sto zarzutów z artykułów kodeksu karnego dotyczących m.in. podżegania do nienawiści oraz publicznego nawoływania do zabójstw – groził on bowiem polskim posłom i dziennikarzom aktami przemocy, a także powszechnie znany jest z popierania rosyjskiej agresji.
Podczas swojego wystąpienia W. Olszański formułował następujące antyukraińskie tezy: konieczność utworzenia ludowego trybunału ds. Bandery i Szuchewycza; twierdzenie, że po zbudowaniu panteonu Ukraina przestanie być sojusznikiem Polski; oraz że „Ukraina banderowska” to państwo będące śmiertelnym wrogiem polskiej niepodległości i wszystkich Polaków. Szczególnie niebezpieczne było uogólnienie: „Ukraina to wróg, który zakradnie się, gdy będziemy spać, i zgładzi naszych potomków, tak jak kiedyś, 1 września 1939 roku. Zostaniemy sierotami i niewolnikami”. W. Olszański zaznaczył, że konieczne jest zwycięstwo w wyborach w 2027 roku z taką liczbą głosów, by dzisiejsza większość sejmowa znalazła się w mniejszości. Wskazał na potrzebę zmiany konstytucji oraz ustroju państwowego Polski, a tego typu deklaracje dotykają bezpośrednio kwestii bezpieczeństwa samego kraju.

Współzałożyciel wspomnianego ruchu ekstremistycznego, Marcin Osadowski, również zapisał się podczas Marszu Pamięci antyukraińskimi wystąpieniami. Podobnie jak W. Olszański, wielokrotnie znajdował się on na celowniku polskich organów ścigania i służb specjalnych. M. Osadowski usłyszał wyroki skazujące za jawną pogardę wobec polityków, znieważanie oraz groźby pobicia osób publicznych. W 2024 roku M. Osadowski i W. Olszański próbowali zalegalizować partię polityczną pod nazwą „Partia Kamracka”, jednak została ona oficjalnie zakazana przez polski sąd ze względu na ekstremistyczną ideologię, choć sam ruch społeczny nadal działa nieformalnie.
Wiceprezes krośnieńskiego oddziału „Konfederacji” Mateusz Ruszaj zwrócił się do Ukraińców przebywających w Polsce słowami: „Zabrońcie szowinistycznemu rządowi w Kijowie oficjalnie mówić, że wy z Polakami musicie się nienawidzić”. Zarzucił przy tym ukraińskim władzom podsycanie nienawiści narodowościowej i szowinizm, co bije po oczach jawną manipulacją i wpisuje się w rosyjską narrację.

Głównymi antyukraińskimi narracjami prelegentów podczas marszu pamięci w Krakowie były następujące: „nie ma zbrodni czy zabójstw, jest tylko słowo «ludobójstwo»”, „nie ma wspólnego problemu, jest problem, w którym winna jest tylko jedna strona – Ukraina”; „kiedy Konfederacja w 2022 roku chciała zgłosić inicjatywę ustawodawczą zakazującą ukrainizacji Polski, jej członków okrzyknięto agentami Kremla. Tymczasem władze przejrzały na oczy i zobaczyły, że ta inicjatywa była słuszna”; „od Ukraińców trzeba przez rok wypraszać zgodę na ekshumację, która trwa kilka dni. I to nie jest ekshumacja, lecz «wykopaliska»”.

Warto zauważyć, że pomimo znacznej liczby uczestników Marszu (400 osób), otwarcie antyukraińskie hasła (na przykład: „Polska antybanderowska”) były skandowane przez około 10 osób. Świadczy to o tym, że antyukraińską retorykę przemycali wyłącznie radykalni mówcy, którzy nie mieli poparcia większości zgromadzonych. Jedno z przemówień zostało wygłoszone po angielsku, co wskazuje na próbę dotarcia do odbiorców zagranicznych. Następnie członkowie „Konfederacji” zorganizowali Marsz Wołyński w Warszawie 12 lipca 2026 roku, podczas którego również powielano analogiczne antyukraińskie tezy i prorosyjskie narracje.
Cechy tegorocznych marszów i źródła finansowania
Tegoroczne Marsze Pamięci, zorganizowane przez różne siły polityczne i społeczne, były dopięte na ostatni guzik pod względem logistycznym i wizualnym – zapewniono plakaty, stoiska, namioty, koszulki, broszury, książki oraz profesjonalnych kamerzystów. Uderzająca była również pełna spójność tez głoszonych przez prelegentów w różnych miastach. Retoryka wystąpień przesuwała środek ciężkości z problematyki historycznej na płaszczyznę współczesnej polityki Ukrainy i Polski, grała na emocjach opinii publicznej poprzez ekspresywny przekaz, epatowała opisami mordów na dzieciach, kobietach i osobach starszych, a także próbowała obrócić w żart zarzuty o sprzyjanie Kremlowi i powielanie rosyjskiej narracji. W Krakowie, na tle banerów partii „Konfederacja Korony Polskiej”, padła polityczna deklaracja o konieczności pójścia po zwycięstwo w wyborach w 2027 roku. Świadczy to o tym, że siły polityczne zbijają kapitał polityczny na tematyce wołyńskiej, by zjednać sobie zwolenników.
Pod lupę należy wziąć przede wszystkim kwestię finansowania tych przedsięwzięć. Jest to szczególnie frapujące, jeśli wziąć pod uwagę, że Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) podczas audytu partii „Konfederacja” wykryła 43 rachunki (oficjalnie partia wykazała tylko jedno konto), na których dokonywano niejasnych operacji o charakterze międzynarodowym. Ponadto partia złożyła kolejne sprawozdanie z opóźnieniem, bez wymaganych załączników zawierających szczegółowy wykaz przychodów i rozchodów, co czarno na białym dowodzi celowego ukrywania środków.

Niezwykle intrygująco przedstawiają się źródła finansowania warszawskiego Marszu. Liderka organizacji „Wołyń pamiętamy”, K. Sokołowska, utrzymuje bowiem, że wydarzenie sfinansowała z własnej kieszeni – zysków z prowadzonego sklepu internetowego – oraz z darowizn. Tuż przed warszawskim marszem Sokołowska ogłosiła zbiórkę na kwotę 20 tysięcy złotych, którą udało się domknąć w mgnieniu oka. Deklarowała przy tym, że celowo unika pukania do drzwi instytucji państwowych (np. Ministerstwa Kultury), by zachować niezależność i nie dać sobie założyć kagańca. Diabeł tkwi jednak w szczegółach: analiza oficjalnego komunikatu o zbiórce pokazuje, że pierwsze wpłaty zaczęły wpływać na konto już pół roku przed samym marszem, mimo że jego oficjalna zapowiedź ujrzała światło dzienne dopiero na początku maja 2026 roku. Co szczególnie daje do myślenia, pochodzenie części tych funduszy jest całkowicie owiane tajemnicą.
Stowarzyszenie „Wołyń pamiętamy” powołano do życia w 2018 roku, jednak start wspomnianego sklepu internetowego zbiegł się w czasie z pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę i przybierającą na sile rosyjską propagandą w Europie. W asortymencie sklepu K. Sokołowskiej znajduje się symbolika upamiętniająca rzeź wołyńską, przy czym niektóre artykuły mają ewidentnie szowinistyczny podtekst. Przykładem jest opaska na ramię z napisem „polski Lwów”, co w żaden sposób nie wpisuje się w ideę oddania hołdu ofiarom tragedii wołyńskiej.
Podsumowanie
Oficjalne uroczystości upamiętniające ofiary tragedii wołyńskiej odbywają się na szczeblu ogólnokrajowym 11 lipca. Naturalnie rzuca to cień pytania: dlaczego niektóre siły polityczne lub społeczne organizują alternatywne obchody? Wszystko to szyte jest grubymi nićmi i wskazuje na z góry zaplanowany scenariusz, jako że podczas oficjalnych uroczystości radykałowie nie zostaliby dopuszczeni do głosu. Ich jawnie nieprzyjazne wypowiedzi wbijają klin między Ukraińców i Polaków oraz podsycają waśnie narodowościowe, zamiast budować mosty i sprzyjać wypracowaniu kompromisu. A ten jest przecież na wagę złota w obliczu realnego zagrożenia rosyjską agresją na Polskę czy inne kraje Europy.
Innym kluczowym powodem aktywizacji tych ugrupowań są zbliżające się wybory parlamentarne w 2027 roku. Niektóre partie polityczne próbują zbić wokół siebie silny elektorat, celowo naciskając na historyczne punkty zapalne i grając na emocjach związanych z bolesną przeszłością. Uprawiają przy tym cyniczną grę polityczną wokół trudnych kart historii, ze szczególnym uwzględnieniem tragedii wołyńskiej.
Zarówno Polacy, jak i Ukraińcy dążą do znalezienia konsensusu. W obliczu wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz wiszącego w powietrzu zagrożenia eskalacją militarną ze strony Rosji wobec innych krajów europejskich, wypracowanie dobrych, partnerskich relacji jest sprawą najwyższej wagi. Historycy i eksperci prędzej czy później znajdą wspólną płaszczyznę porozumienia na drodze rzetelnych badań dokumentów źródłowych. Musimy pamiętać, że jako sąsiedzi i narody europejskie jesteśmy skazani na siebie przez kolejne długie lata. Istnieje jednak trzecia strona, której nasze dobre sąsiedztwo jest wybitnie nie na rękę. Tą trzecią siłą jest Rosja, dążąca do obrócenia w niwecz naszej wspólnej europejskiej przyszłości.