Wito Nadaszkiewicz: „Nie szukamy tytułów, tylko prawdziwych liderów – ludzi, którzy stoją za sukcesem świetnych projektów społecznych”

Wito Nadaszkiewicz: „Nie szukamy tytułów, tylko prawdziwych liderów – ludzi, którzy stoją za sukcesem świetnych projektów społecznych”

W dniach 22–24 października w Użhorodzie odbędzie się międzynarodowa konferencja naukowo-praktyczna „Razem dla lepszej przyszłości: dobre praktyki, współpraca i silne wspólnoty w europejskiej Ukrainie”. Jej pomysłodawcą jest Wito Nadaszkiewicz – przedsiębiorca, partner firmy prawniczej, działacz społeczny, wolontariusz i koordynator Poland Helps w Ukrainie. Rozmawiamy z nim o tym, dlaczego temat wspólnot narodowych nie jest dziś wyłącznie kwestią kultury oraz dlaczego ma tak duże znaczenie dla Ukrainy.

  • Wiele osób zna Pana z działalności społecznej i wolontariackiej, między innymi z Poland Helps. Ta konferencja jest jednak czymś nowym. Więcej mówi się tu o wspólnotach, instytucjach, zarządzaniu i przyszłości. Skąd wziął się ten pomysł?

Tak naprawdę nie jest to dla mnie nowy temat. Od wielu lat łączę przedsiębiorczość, prawo, doradztwo dla organizacji, działalność społeczną i wolontariat. Kiedyś napisałem książkę „Strategia sukcesu”, bo zawsze interesowało mnie, dlaczego jedne pomysły pozostają tylko dobrymi intencjami, a inne przeradzają się w silne, trwałe projekty. Książka była poświęcona biznesowi, ale w sektorze NGO, czyli organizacji non-profit, kwestie zarządzania, planowania i strategii są jeszcze ważniejsze. Prowadzenie biznesu jest tak naprawdę znacznie łatwiejsze niż rozwijanie projektu non-profit.

Od początku pełnoskalowej wojny obserwowałem, jak ujawnił się potencjał wspólnot narodowych Ukrainy – jak dzięki ich kontaktom udawało się mobilizować społeczeństwa w różnych krajach do wsparcia Ukrainy i sprzeciwu wobec rosyjskiej agresji. Ludzie, którzy sobie ufają, mają własne organizacje, media, szkoły, centra kultury, inicjatywy społeczne i sieci wolontariackie. Silne wspólnoty wzmacniają cały kraj, a zarazem społeczności lokalne, w których działają.

Dlatego ta konferencja nie jest dla mnie przypadkowym wydarzeniem. To próba zgromadzenia ludzi, którzy naprawdę budują wspólnoty, i stworzenia im przestrzeni do poznania się, wymiany doświadczeń i szukania nowych pomysłów.

  • Powiedział Pan kiedyś bardzo trafne zdanie: „Nie szukamy tytułów, tylko rezultatów”. Co to oznacza w kontekście tej konferencji?

W działalności społecznej łatwo skupić się na stanowiskach, tytułach czy formalnych nazwach organizacji. Nas interesuje przede wszystkim coś innego: co naprawdę udało się tej osobie albo temu zespołowi zrobić? Szukamy ludzi, którzy rzeczywiście stoją za świetnymi inicjatywami i nieprzeciętnymi osiągnięciami.

Ktoś stworzył szkołę. Ktoś inny – uniwersytet. Ktoś od lat rozwija system pomocy społecznej dla osób starszych. Ktoś buduje media, które integrują wspólnotę. Ktoś pracuje z młodzieżą, organizuje obozy, wydarzenia kulturalne, pomoc prawną czy inicjatywy wolontariackie. A czy w Ukrainie da się stworzyć prywatne muzeum albo skansen bez jakiegokolwiek wsparcia państwa? Właśnie o takie rezultaty nam chodzi. Chcemy zobaczyć nie tylko „przedstawicieli”, lecz ludzi, za którymi stoją konkretne działania i osiągnięcia. Nie formalność, lecz treść. Nie status, lecz osiągnięcia.

  • O wspólnotach narodowych często mówi się przez pryzmat problemów: praw, języka, reprezentacji czy sytuacji konfliktowych. Pan natomiast kładzie nacisk na dobre praktyki. Dlaczego?

Problemy oczywiście istnieją i nie wolno ich ignorować. Ale jeśli będziemy mówić wyłącznie o problemach, możemy sprowadzić całą rozmowę do skarg. Mnie bardziej interesuje coś innego: gdzie już się udało? Gdzie widać sukces? Kto stworzył model, któremu inni mogą się przyjrzeć i czegoś się z niego nauczyć? To przecież podstawa analizy strategicznej.

Chcemy rozmawiać o dobrych praktykach – w edukacji, kulturze, pracy społecznej, mediach, wolontariacie, projektach młodzieżowych i współpracy transgranicznej. O sieciach pomocy społecznej żydowskich Hesedów, polskich mediach, pomocy prawnej dla Białorusinów i działaniach na rzecz ochrony ich praw, rumuńskim szkolnictwie, węgierskim uniwersytecie, środowiskach młodzieżowych i wolontariackich. Niektóre wspólnoty, jak Tatarzy krymscy czy Grecy, straciły przez rosyjską agresję niemal wszystko, musiały opuścić swoje domy, a dziś szybko odnajdują się i rozwijają w nowych miejscach. We Lwowie odbyło się niedawno wspaniałe greckie święto Panajir, na które przyjechali Grecy z różnych zakątków Ukrainy. Rozmawiałem z nimi – w większości byli to ludzie, którzy stracili wszystko na wschodzie, między innymi w Mariupolu, i musieli uciekać ze swoich domów. A jednak nie tracą nadziei i tworzą świetne projekty. To naprawdę robi wrażenie!

Każda wspólnota ma własne doświadczenia, własne mocne strony i ludzi, z których może być dumna. Konferencja ma pomóc te sukcesy zobaczyć i lepiej zrozumieć. Jeśli podzielimy się z innymi tym, co udało nam się osiągnąć, nikt na tym nie straci – za to wszyscy możemy się wzbogacić.

  • Wspólnoty narodowe często kojarzą się z tradycyjnymi strojami, tańcami, pieśniami czy kuchnią, a więc przede wszystkim z kulturą i tradycją. Pan proponuje spojrzeć na nie szerzej?

Tak. Kultura i tradycja są bardzo ważne. Są piękne, podtrzymują pamięć, dają ludziom poczucie zakorzenienia i tożsamości. Ale różnorodność kulturowa przetrwa tylko wtedy, gdy będzie za nią stała silna wspólnota. Jeśli wspólnota jest słaba, z czasem zniknie również kultura. Może zamienić się w swoisty skansen przeszłości – coś, co kilka razy w roku pokazuje się na scenie, ale co nie ma już żywego związku z przyszłością.

Chciałbym, żebyśmy patrzyli na wspólnoty narodowe jak na żywe środowiska współczesnej Ukrainy. To edukacja, młodzież, media, pomoc społeczna, wolontariat, wsparcie prawne, kontakty międzynarodowe, współpraca transgraniczna, praca z pamięcią i rozwój instytucji. Silna wspólnota wzmacnia nie tylko samą siebie. Wzmacnia swoją społeczność lokalną i cały kraj.

  • W centrum konferencji znalazły się właśnie organizacje pozarządowe. Pojawia się też temat ich skutecznego zarządzania, być może również marketingu. Dlaczego NGO są tak ważne dla wspólnot narodowych?

Dawniej, choćby w przedwojennym Lwowie, wspólnoty narodowe mogły mieć znacznie wyraźniejszą strukturę instytucjonalną i prawną – własną radę, własny sąd, budżet i tak dalej. Dziś rzeczywistość wygląda inaczej, a współczesna wspólnota jest najczęściej nieformalna. Tworzą ją ludzie, których może łączyć język, pochodzenie, kultura, pamięć, wiara, doświadczenie czy historie rodzinne. Żeby jednak działać we współczesnym państwie, potrzebne jest narzędzie. I takim narzędziem jest organizacja pozarządowa, także o charakterze charytatywnym. Dzięki NGO wspólnota może realizować projekty, pozyskiwać granty, współpracować z samorządem, rozmawiać z instytucjami państwa, angażować partnerów, pracować z młodzieżą, organizować wydarzenia kulturalne i edukacyjne czy pomagać swoim ludziom.

Dobrze przy tym, że ukraińskie prawo stwarza dość szerokie możliwości zrzeszania się i realizowania inicjatyw bez nadmiernej biurokracji.

W kontekście integracji europejskiej Ukrainy temat ten staje się jeszcze ważniejszy – zarówno z punktu widzenia praw wspólnot, jak i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego jako całości.

  • Od lat zajmuje się Pan zarządzaniem i doradztwem dla organizacji. Czy można powiedzieć, że dla wspólnot narodowych liczą się dziś nie tylko tożsamość i tradycja, lecz także zarządzanie, komunikacja i marketing?

Zdecydowanie. Tożsamość jest sercem wspólnoty. Ale samo serce nie zastąpi całego organizmu. Potrzebne są ręce, nogi, układ nerwowy – dyscyplina, komunikacja, zarządzanie. Jeśli organizacja chce być silna, musi umieć sprawnie działać: planować, prowadzić projekty, przygotowywać dokumenty, komunikować się z ludźmi, opowiadać o sobie, budować zaufanie, pozyskiwać zasoby, szanować partnerów i dbać o reputację. Ludzie wyczuwają jakość nawet wtedy, gdy nie zawsze potrafią ją nazwać. Dobrze przygotowane wydarzenie, przemyślany projekt, jasna komunikacja, dbałość o szczegóły – to wszystko przyciąga. A chaos, formalizm i niedbałość odpychają.

Dlatego rozwój NGO to nie tylko kwestia formy prawnej. To również zarządzanie, marketing, kultura pracy i odpowiedzialność wobec własnej wspólnoty.

  • Jednym z wyróżników konferencji ma być spotkanie liderów-praktyków z naukowcami i badaczami. Konferencja ma też Radę Naukową. Skąd wziął się ten naukowy wymiar?

To pojawiło się bardzo naturalnie. Sam od lat zajmuję się działalnością naukową i widzę, że świat nauki zbyt często odcina się od świata zewnętrznego, tworząc pewną „równoległą rzeczywistość”. To niedobrze. Spotkanie praktyki z nauką daje prawdziwą synergię. Poland Helps ma umowę o współpracy z Uniwersytetem Rzeszowskim. Jednym z obszarów, które nas interesowały, była obrona cywilna – upowszechnianie wiedzy kluczowej dla społeczeństwa w warunkach wojny. Z czasem pojawił się kolejny wspólny temat: wspólnoty narodowe, odporność obywatelska, edukacja, kultura i organizacje pozarządowe. To właśnie naukowcy z Uniwersytetu Rzeszowskiego zaproponowali utworzenie Rady Naukowej konferencji. Dołączyli do niej badacze z innych polskich i ukraińskich instytucji, nawiązaliśmy też kontakt z kolegami z Rumunii i Węgier. Myślę, że Rada Naukowa nie tylko podnosi prestiż konferencji i jakość jej programu merytorycznego. To także krok ku temu, żeby na jednej konferencji się nie skończyło.

  • Użhorod nie został wybrany przypadkowo. Co to miasto dla Pana symbolizuje?

Użhorod to naturalne miejsce dla takiej konferencji. To względnie bezpieczne miasto na Zakarpaciu, położone na pograniczu – miejsce spotkania różnych kultur, języków i tradycji. To Europa Środkowa i Ukraina zarazem – miejsce, gdzie historia wielonarodowego życia spotyka się ze współczesnymi wyzwaniami. Mam wrażenie, że właśnie w Użhorodzie łatwiej rozmawiać o Węgrach, Słowakach, Rumunach, Polakach, Żydach, Romach, Białorusinach i innych wspólnotach nie jak o czymś abstrakcyjnym, lecz jak o żywej rzeczywistości. Zakarpacie jest regionem, w którym tolerancja nie jest abstrakcyjnym pojęciem. Tolerancja jest ważna, ale czasem to za mało. Można przecież tolerować sąsiada za wysokim płotem i wciąż nie mieć pojęcia, co dzieje się po drugiej stronie. Warto więc otwierać furtki i po prostu chodzić do siebie w gości.

I jeszcze jedno. Uważano, że właśnie na Zakarpaciu znajduje się środek Europy. W pewnym sensie możemy też widzieć w tym regionie centrum Międzymorza, czyli przestrzeni Intermarium. To wcale nie jest nowa koncepcja geopolityczna. Jej sens polega na wzmocnieniu podmiotowości naszego regionu, tak aby stał się silnym graczem na arenie międzynarodowej, potrafił bronić praw ludzi, którzy tu żyją, i oczywiście zapewniać im bezpieczeństwo. A nowa, lepsza rzeczywistość rodzi się wtedy, gdy ludzie się spotykają, poznają, zaczynają sobie ufać i robić coś razem.

  • Jednym z najbardziej wyrazistych punktów programu ma być „Ogród Narodów”. Skąd pomysł właśnie na taką symboliczną akcję?

Chciałem, żeby po konferencji zostało coś więcej niż zdjęcia, posty na Facebooku i teczka z materiałami. Drzewo jest bardzo prostym, a zarazem silnym symbolem. Rośnie powoli, wymaga troski, zapuszcza korzenie w ziemię, a jednocześnie pnie się ku górze.

„Ogród Narodów” jest gestem obecności i odpowiedzialności. Każda wspólnota może powiedzieć: jesteśmy tutaj, jesteśmy częścią Ukrainy, mamy własną pamięć i własną kulturę, ale mamy też wspólną przyszłość. Współpracujemy i pomagamy sobie nawzajem. I to przyniesie piękne owoce! Kwitnące sakury uczynią ten świat jeszcze piękniejszym. Dla mnie nie jest to dekoracyjny punkt programu, lecz bardzo czytelny symbol tego, co próbujemy robić.

  • Jakie jest Pana najważniejsze oczekiwanie wobec konferencji? Co powinno po niej zostać?

Przynajmniej „Ogród Narodów”… Nie chciałbym, żeby konferencja skończyła się na ładnych przemówieniach. Powinny po niej zostać kontakty, zaufanie, nowe pomysły, wspólne projekty. Powinno też pozostać środowisko, w którym można ze sobą rozmawiać i wspólnie działać.

Być może ktoś znajdzie partnera do programu edukacyjnego. Ktoś inny – eksperta, który pomoże prawnie albo organizacyjnie. Ktoś zobaczy, jak inna wspólnota poradziła sobie z problemem, z którym on sam zmaga się od lat. Ktoś zrozumie, że jego własne doświadczenie też ma wartość i może się przydać innym. To również daje motywację. Chciałbym, żeby ludzie wyjechali z tej konferencji z poczuciem: nie jesteśmy sami. Są inni, którzy też pracują, budują, popełniają błędy, uczą się i szukają rozwiązań. Razem możemy być silniejsi.

Dla mnie silne wspólnoty narodowe nie są przeciwieństwem jedności narodowej. Wręcz przeciwnie – są zasobem Ukrainy. To jej bogactwo: różnorodność, kontakty międzynarodowe, energia społeczna i kapitał intelektualny. Dlatego nasza konferencja jest przede wszystkim rozmową o przyszłości.

Anna Stozhko